- Przemek
- Opublikowano:
- Aktualizacja: 26-03-2026
Do recenzji Zombicide drugiej edycji usiedliśmy razem z Kubą, pograliśmy, poobczajaliśmy i wyciągneliśmy wnioski, bardzo klarowne i jasne – Zombicide 2 edycja to po prostu taki Cthulhu: Death May Die, ale w bardziej zombiakowej odsłonie i bardziej skupionej na robieniu totalnej rozróby, jednocześnie próbując ujść z życiem (prawda, że znajome z Cthulhu? Nawet CMON się zgadza na pudełku).
Poniżej postarałem się opisać, jak ta gra mniej więcej wygląda, co fajnie siadło, co wydało się lipą i za co polubiłem tą grę najbardziej – bo jak już mogę zaspoilerować, gra się spodobała.
Garść wstępnych informacji o Zombicide drugiej edycji
- Ocena na Planszeo: 4.1/5
- Ocena na BGG: 7.9/10
- Ciężkość gry według BGG: 2.38/5
- Twórcy gry: Raphaël Guiton, Jean-Baptiste Lullien, Nicolas Raoult
- Wydawca PL: Portal Games
- Rok wydania: 2021
- Ilość graczy: 1-6 graczy
- Czas rozgrywki: od 30 do 90 minut, w zależności od doświadczenia graczy
- Zalecany wiek graczy: 12+
Poniżej znajdziesz nieco informacji o samej grze, a także przyjrzysz się z mojej perspektywy poszczególnym aspektom tego pięknego tytułu, pełnego negatywnej interakcji. A więc jedziemy!
Zasady
Recenzja 2 edycji Zombicide nie może się rozpocząć od niczego innego, niż od zasad. Sama instrukcja jak tylko wyjąłem ją z pudełka nieźle przeraziła ilością stron, ale ochłonąłem, gdy zobaczyłem, że spora część to po prostu scenariusze. Przyznam szczerze, że siadając do tej recenzji, nie mam odniesienia do 1 edycji gry, co jest pewnego rodzaju plusem – styczność z Zombicide miałem więc pierwszy raz.
Oczywiście początek nauki zasad gry musiał rozpocząć się od wideoinstrukcji Geek Factor, z której wiedziałem już co w tej trawie brzęczy. Okazało się, że to co było w tym ponad półgodzinnym filmiku to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Żeby realnie zagrać, dobrze było jeszcze przeczesać – przynajmniej pobieżnie – całą instrukcję papierową, wzdłuż i wszerz.
Z tego co mi wiadomo, każda odsłona Zombicide ma jakieś własne dodatkowe zasady, jeśli więc grałeś w 2 edycję, a planujesz kupić Czarną Plagę, Białą Śmierć albo Zieloną Hordę, to miej z tyłu głowy, że warto będzie przejrzeć instrukcję raz jeszcze.

Krótkie podsumowanie zasad Zombicide 2 edycji: łatwe do opanowania, choć wideoinstrukcja może być niewystarczająca. Jeśli jesteśmy fanami papierowych instrukcji (jak ja), to pierwsze 29 stron zawiera wszystko co trzeba wiedzieć, żeby przyjemnie pograć w gierkę. Na kolejnych kilku stronach można znaleźć jeszcze kilka dodatkowych trybów gry, które zapewniają sporą regrywalność, zwłaszcza patrząc, że w grze mamy 26 różnych scenariuszy.
Rozgrywka
Jak już wiedziałem co i jak z zasadami, to zaczęliśmy z Kubą grę od scenariusza M0, czyli samouczka. Wśród bohaterów trafiło nam się kilka dzieciaków, które nie oszukujmy się, są niemalże na strzała, ale za to mogą wymykać się zombiakom, nawet gdy stoją na tym samym polu, a na dodatek mają mocne umiejętności! (no może jeszcze zależy kto)
Kuba rozpoczął grę jako pierwszy gracz, cichaczem zakradł się do budynku, przeczesał go od A do Z, wyjął jakąś potężną spluwę ze skrzyni z ulepszonym sprzętem i już stworzył paradoks – to nie zombiaki czekały na niego w mroku pomieszczenia, to on czekał na nie. Potem ja rach ciach przeszperałem budynek, zgarnąłem cel tutaj, Kuba zgarną cel tam i dosłownie kilka rund później już kierowaliśmy się do znacznika “wyjście”, by zakończyć grę – oczywiście po drodze kasując kilku Biegaczy, zgraję Szwendaczy i pojedynczych Spaślaków.
Bardzo przyjemna gierka – czułem się niczym agent FBI, na konkretnej misji, gdzie w każdym momencie może pojawić się abominacja, która zje wszystkich na śniadanie. Zresztą pojawiła się – tylko w następnym scenariuszu.
Samouczek załatwiliśmy w 30 minut i mieliśmy w chmurce nad głową tylko jedną myśl – no to ciekawe, jak będzie wyglądać “normalny” scenariusz. Rozpoczęliśmy więc misję M1 “Śródmieście”.

Pełna przygoda w śródmieściu
Nie chcę, by ta recenzja Zombicide drugiej edycji zajęła nie wiadomo ile czasu czytania, ale słuchajcie. Naszym głównym zadaniem, było zdobycie 6 celów misji (jeden na każdego ocalałego) oraz 3 sztuk prowiantu. Myśmy z Kubą myśleli, że raz dwa ogarniemy cele, szybko znajdziemy żarcie i do wyjścia. Tymczasem już na dzień dobry Kuba dociągną kartę “orzeszków”, przez którą pojawił się Szwendacz na naszym polu. Pierwsza myśl – świetny początek. Oczywiście jeden cichy strzał z topora strażackiego i zombiak już leżał.
Zdecydowanym plusem wybranego przez nas scenariusza był fakt, że na planszy w pierwszej rundzie nie było żadnych zombiaków – oczywiście do czasu. Zdążyliśmy więc przejąć kilka celów, a w kolejnej rundzie, mieliśmy ich już 5. Został tylko 1 cel oraz 3 porcje prowiantu, ale od trzeciej rundy, zombiaki zaczęły wyłazić niemalże z każdej strony. Postanowiliśmy przeszperywać budynki w północnej części mapy i w lewym górnym rogu planszy uczynić swoisty “ostatni bastion”.
Trzeba przyznać, że nasz bastion trzymał się naprawdę nieźle, część bohaterów miała solidnego speeda, a część dobre perki w walce lub przeszukiwaniu pomieszczeń.
Długo zwlekaliśmy ze zwiększeniem punktów adrenaliny na naszych postaciach (które po przekroczeniu odpowiednich progów zapewniają naukę umiejętności), głównie ze strachu, że gdy zombiaki zaczną się pojawiać hurtowo, to nie opanujemy sytuacji. Ale spokojnie, wkroczenie na “żółty” poziom adrenaliny zapewniło nam dodatkową akcję, która mocno rozbudowała nasze możliwości nie tyle ataku, co większej mobilności, która na dużej planszy była totalnym must have.
Wszystko szło nieźle, dopóki… nie pojawiła się abominacja.
Jeden z naszych bohaterów, miał akurat zdolność do zadawania 3 obrażeń, niezbędnych do pokonania abominacji. Pech chciał, że wciąż mieliśmy zbyt szczupłą ilość adrenaliny (wymagany był pomarańczowy próg), niezbędnej do pozyskania zdolności. Cóż, pozostała więc improwizacja.
Abominacja zaczęła przesuwać się przez miasto zabierając ze sobą ogromną liczbę zombiaków, aż w końcu wparowałem tam z mieczorem, żeby troszkę rozgonić to towarzystwo. Przyznam szczerze, że było to trochę risky, bo gdyby rzut nie okazał się tak dobry, byłoby ze mną krucho – krótko mówiąc raczej byśmy przegrali.
Czytając recenzję Zombicide 2 edycji, musisz wiedzieć, że jeśli zginie choć jeden z bohaterów, gra automatycznie kończy się porażką. Każdy dorosły bohater ma 3 zdrowia, czyli dostanie 2 strzały i jak otrzyma trzeci to przegraliście. Dzieci mają tylko 2 zdrowia. Wystarczą tylko 2 zombiaki, aby misja zakończyła się niepowodzeniem.
Finalnie grzebiąc na szybko gdzieś w śmieciach, w jednym z budynków, Kuba znalazł niezbędny prowiant i sterczącą skarpetę – koktajl mołotowa. Zaczęliśmy więc kierować się ku wyjściu i zakończeniu misji, a abominacja oczywiście za nami. Udało nam się uciec każdym z bohaterów i na koniec rzucić koktajl w sam środek armii zombie. Dobrze było widzieć jak płoną. Koniec końców, wstaliśmy od stołu i rzuciliśmy krótkie: “Taak jeeest!”.
Recenzując Zombicide 2 edycji przyznam, że gra ma niesamowity feeling snucia historii, co przedstawiłem nieco wyżej.

Wykonanie gry – plansza, komponenty, figurki
Nie ma co owijać w bawełnę, Zombicide 2 edycja jest napakowany mnóstwem dobrego stuffu. Podczas recenzenckiej rozgrywki moją uwagę najbardziej przykuły figurki, a raczej ich ilość i szczegółowość – dla fanów malowania, coś wspaniałego. Całe mnóstwo Spaślaków, Biegaczy, Szwendaczy i 4 potężne Abominacje. Figurki bohaterów też są niesamowite. Kuba porównywał to co widać na karcie postaci, z tym co było na figurce – i jakież było jego zdziwienie, gdy nie znalazł prawie żadnych różnic.
Poszczególne komponenty zamkniętych drzwi, stref namnażania, wyjścia i inne są wykonane z grubej tektury, więc widać, że CMON dał czadu, dzięki czemu gra posłuży jako źródło rozrywki przez dłuższy czas.
Modularna plansza zapewnia sporą regrywalność i tworzenie nawet własnych scenariuszy. Kojarzy mi się z tą z Cthulhu, tylko ta jest bardziej kwadratowa i przejrzysta, łatwiej też ją ułożyć, co przekłada się na szybszy setup.

Mechanika
Mechanika gry nie ma sobie nic do zarzucenia, jest prosta, przyjemna, łatwa w obsłudze i przede wszystkim nie jest to excel na planszy i co najważniejsze robi dobrą robotę – dostarcza fulla zabawy.
Zagraliśmy z Kubą tylko szóstką postaci, ale bohaterowie, którymi graliśmy, śmiało mogę stwierdzić, że byli zbalansowani i dopełniali się wzajemnie. Jeden to spec od biegania, drugi to spec od strzelania, a trzeci od zbierania mniej lub bardziej niepotrzebnych rzeczy.
Jak już nieco wyżej troszkę pisałem, na początku baliśmy się pokonywać dużą ilość przeciwników, ze względu na rosnącą adrenalinę bohaterów (im więcej adrenaliny na jednej postaci, tym większe szanse, że pojawi się więcej zombiaków). Rozgrywając scenariusz “Śródmieście”, przekonaliśmy się, że kolejny próg adrenaliny i zdobycie umiejętności to wisienka na torcie w Zombicide – pozwala na rozwój niczym w RPG. Na wyższych progach, to Ty wybierasz, czy wybierzesz umiejętność A, czy B.
Czasem nieco zależy od tego, jakie karty Wam się trafią podczas rozgrywki, bo jeśli pojawi się Abominacja, a nigdzie nie ma mołotowa – cóż, pozostaje kombinowanie… które często może skończyć się porażką. Ale to spory plus, bo co to za gra, kiedy zawsze wygrywasz.

Zombicide 2 edycja – podsumowanie recenzji
No dobrze, do brzegu – Zombicide to prawdziwa dawka świetnej zabawy dla każdego kto lubi motyw zombie. Ja akurat jestem takim małym fanem postapokaliptycznych klimatów, więc gra się spodobała bardzo. Grając w 2 osoby, gra w pierwszych 2 rundach (kiedy jeszcze niewiele się dzieje) może być dla niektórych nużąca, ale później jest tak angażująca, że ani trochę się nie dłuży (zwłaszcza w trudnych scenariuszach, kiedy robi się gorąco).
Zatem przedstawmy najważniejsze plusy i minusy i wystawmy finalną ocenę.
Plusy:
- ogromna ilość figurek wysokiej jakości,
- ciekawa mechanika, zapewniająca sporo niepewności, co w klimatach postapo jest złotem,
- na dwie osoby gra śmiga, aż miło (prawdopodobnie będzie też dobrze działać na 3 i 6),
- spory potencjał snucia opowieści,
- 26 scenariuszy do rozegrania, każda mapa jest inna (rozegraliśmy z Kubą scenariusze o każdym poziomie trudności i wszystkie udało nam się przejść, choć na styku, więc trudność jest wyważona bardzo dobrze),
- mnóstwo przeciwników do pokonania,
- grę możemy dodatkowo utrudniać poprzez dodatkowe tryby gry,
- możliwość używania dwóch takich samych broni jednocześnie.
Minusy:
- zawsze prowadzimy 6 ocalałych (co dla niektórych może okazać się uciążliwe),
- pierwsze dwie rundy, mogą się nieco dłużyć, zwłaszcza, jeśli nie ma zombiaków na planszy, jesteśmy początkujący i gramy w dużą ilość osób np. w 6.
Ocena Planszujemy.pl:
- Klimat: 6/6 (zdecydowanie dla fanów zombiaków),
- Wykonanie: 5/6 (solidne komponenty, przetrwają raczej setki partii, trzeba uważać jedynie na niektóre figurki biegaczy lub szwendaczy, bo są chudzi jak szczapa),
- Instrukcja i zasady: 5/6 (jest dobrze napisana, podzielona na to co niezbędne i to co dodatkowe),
- Rozgrywka: 5/6 (można zagrać w mniejszym i większym gronie i świetnie się bawić, kasując zombiaki od lewej ulicy po prawą – a wspominałem o posiadaniu dwóch broni?)
- Mechanika: 5/6 (wszystko działa jak powinno, widać, że ktoś tutaj musiał nieźle to przekminić, zombiaki pozostają aktywne – czasem aż za bardzo, ale od czego są ustawienia trudności talii?)
Ogólna ocena: 5/6 – bardzo dobra planszówka wyróżniająca się z tłumu klimatem, feelingiem rozgrywki i wykonaniem. Warto sprawdzić.
Jest jakiś procent szans, że sama gra pojawi się za jakiś czas w naszym sklepie z planszówkami.
Źródło: Planszujemy.pl – blog o grach planszowych


O autorze:

Przemysław Krawiel
Założyciel sklepu i bloga. Planszówkami ogromnie zajarał się pod koniec 2024, zaczynając od takich tytułów jak Talisman, Risk, Root, Puerto Rico i Agricola. Poza planszówkami wielki fan serii Gothic. Ulubione planszówki to te związane z handlem i aspektem ekonomicznym, ale area controlką też nie pogardzi. Lubi losowość w dobrym smaku i przaśne opowieści. Pisze o odczuciach z gry i o tym co widzi, dając szansę niemalże każdej planszówce, by ją poznać i ocenić.
